3 mity na temat duplikacji treści

Duplikacja treści to często przewijający się termin w kontekście SEO. Jednocześnie wokół tej kwestii narosło sporo mitów, które zaburzają to, jak należy zapatrywać się na tę kwestię. W tym artykule się z nimi rozprawimy.

Duplikacja contentu – czym jest?

Duplikacja contentu zachodzi, gdy dana treść w obrębie jednej lub kilku domen jest bardzo podobna albo identyczna. Sytuacje takie niekiedy są oczywiste – jeśli ktoś np. opublikuje któryś z artykułów z bloga marketingwsieci.pl na innej domenie w niezmienionej postaci, to na pewno mamy do czynienia z powieleniem contentu.

W innych przypadkach duplikacja nie jest taka oczywista i celowa. Jeśli sprzedajesz np. kubki z wybranego modelu, które różnią się jedynie kolorem, to zapewne każdy z nich ma taki sam, uniwersalny opis. Nawet jeśli strony produktowe różnią się nieco od siebie, to z racji wielu podobieństw Google też może uznać to za powielenie treści.

Przejdźmy zatem do omówienia 3 najpopularniejszych mitów.

1. Google zawsze surowo karze za duplikację treści

Zacznijmy od najpopularniejszego mitu (przyznam, że sam w niektórych artykułach kiedyś go lekko szerzyłem). Oczywiście kryje się w nim nieco prawdy, gdyż Google faktycznie potrafi nałożyć kary za duplikację treści. Problem w tym, że wiele osób prowadzi narrację, jakoby nawet mała ilość zduplikowanych treści w każdym przypadku sprawiała, że dana strona trafia niejako na „listę do odstrzału” według Google.

Jak jest naprawdę? Jak podaje Google:

Powielanie treści nie jest podstawą do podejmowania działań przeciwko witrynie, chyba że ma ono na celu oszustwo i manipulowanie wynikami wyszukiwarki.

Zdarzają się jednak sytuacje, w których ktoś celowo powiela treść w wielu domenach, starając się zmanipulować wyniki wyszukiwania i przyciągnąć większy ruch do swojej witryny.

Jak więc to rozumieć? Google nakłada kary za duplikację, ale tylko w bardzo skrajnych przypadkach, kiedy ktoś z premedytacją chce zmanipulować wynikami wyszukiwania. Twórcy algorytmu zdają sobie sprawę, że wiele stron nie jest w stanie pozbyć się całkowicie duplikacji (np. sklepy internetowe), dlatego nie podejmuje w takim przypadku surowych działań.

O jakiej skali dozwolonej duplikacji contentu mówimy? Jakiś czas temu John Mueller zaznaczył, że kopiowanie opisów produktów od producentów nie wpłynie negatywnie na pozycjonowanie. W takim kontekście mówimy zatem o powieleniu zawartości licznych stron na przestrzeni wielu domen. Więcej na ten temat możesz przeczytać w podsumowaniu września (nagłówek „Google na temat używania opisów produktów od producentów”).

Zapoznaj się także z tym artykułem, aby dowiedzieć się, jak dokładnie Google traktuje duplikację.

2. Scrapery zaburzają pozycjonowanie

Jak już wcześniej ustaliliśmy, Google potrafi dostrzec niuanse w duplikacji treści, dlatego jest także w stanie (w zdecydowanej większości przypadków) rozpoznać, skąd pochodzi oryginalny content. Jest tak nawet wtedy, gdy dana treść została wielokrotnie powielona w wyniku działań scraperów.

Nie ma zatem potrzeby, abyś robił wszystko, co możliwe, aby scrapery nie sczytały Twojego contentu. Google potrafi rozpoznać, że ma do czynienia ze standardową stroną, która publikuje jakościowe i oryginalne treści w regularnych odstępach czasu.

3. Duplikacja treści = plagiat

Oba zjawiska są ze sobą powiązane. Terminy te są często używane zamiennie, co jest jednak błędne – stanie się to bardziej zrozumiałe, gdy przybliżymy sobie nieco niuansów.

Duplikację contentu w kontekście SEO już sobie wyjaśniliśmy. Sam plagiat odnosi się z kolei do kwestii praw autorskich i przywłaszczania oraz zapożyczania treści z cudzych źródeł.

Wróćmy do jednego z wcześniej przytoczonych przykładów – ktoś publikuje artykuł z naszego bloga (lub jego duży fragment) na innej domenie w niezmienionej formie. Czy doszło do duplikacji treści? Tak. Czy ma miejsce plagiat? To zależy.

Niektóre strony scrapują zawartość innych blogów, tworząc niejako repozytorium takich treści. Nie starają się one udawać, że takie teksty są ich autorstwa. Takie witryny w zrozumiały sposób opisują to, jak działają oraz zamieszczają linki do oryginału. W takim kontekście nie powinniśmy mówić o plagiacie.

Rozważmy teraz inny wariant tego scenariusza – konkurencja publikuje artykuł z naszego bloga na swojej domenie w niezmienionej formie. Ktoś z danej firmy podpisuje się pod nim jako autor. Oczywiście nie zamieszczono żadnych linków kierujących do nas. Czy doszło do duplikacji treści? Tak. Czy ma miejsce plagiat? Zdecydowanie.

I jeszcze ostatni przykład. Jakaś strona publikuje artykuł z naszego bloga na swojej domenie w sparafrazowanej formie. Tematyka jest taka sama (np. mity o duplikacji treści). Cały ciąg logiczny tekstu łącznie z podanymi przykładami i wnioskami są identyczne. Użyte słownictwo jest jednak zupełnie inne. Czy doszło do duplikacji treści? Nie. Czy ma miejsce plagiat? W zasadzie tak.

Napisałem „w zasadzie tak”, gdyż kwestie plagiatu czasami są dyskusyjne i trudne w interpretacji. W ostatnim przykładzie miała miejsce sytuacja w stylu „zadania odpisanego tak, aby facetka nie zauważyła”. Takie zbyt dokładne inspirowanie się cudzym dziełem podchodzi pod plagiat, choć z punktu widzenia SEO absolutnie nie doszło do duplikacji treści.

Pamiętaj więc, że plagiat to zagadnienie prawne związane z prawami autorskimi i często nie ma nic wspólnego z SEO.

Mity na temat duplikacji – podsumowanie

Duplikacji contentu oczywiście nie należy ignorować. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, co faktycznie w tym kontekście jest problematyczne, aby następnie móc właściwie skierować swoje wysiłki.

Autor artykułu:Daniel Podgórski

Copywriter współpracujący z firmą Mayko. Specjalizuje się w nowoczesnych technologiach, kryptowalutach, SEO i marketingu internetowym. Uwielbia pisać artykuły poparte statystykami i głębokim researchem.

Komentarze

3 wypowiedzi:
  1. odnoszę wrażenie, że takie portale jak olx czy allegro sa inaczej trkatowane przez algorytmy przy ocenie duplikowania treści, niż inne serwisy

  2. Bardzo fajny wpis, widziałem ostatnio podobne artykuły i ten się wyróżnia na tle innych oraz jest wart uwagi. Konkretnie objaśniony temat. Bardzo przyjemnie się go czyta. Czekam na takich więcej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.